Lubię szyć suknie lalkowe i ozdabiać je koralikami, perełkami, cyrkoniami itd. W zeszłym roku zostałam poproszona o uszycie sukni na wzór jednej z moich pierwszych haftowanych. Prace zaczęłam w lutym, a skończyłam wczoraj. Haftowanie jest bardzo przyjemne. Lubię patrzeć, jak z nici i sterty ozdobników powstaje wzór. Mam w zwyczaju wysyłać zdjęcia in progress, jednak przy hafcie nie za bardzo to lubię. Ja widzę gotowy wzór w mojej wyobraźni, osoba po drugiej stronie już niekoniecznie :) Gdy wysyłam zdjęcia np. tylko z wyhaftowaną bazą, na którą będę w kolejnych etapach nanosić kwiatki, listki, koraliki i inne takie, to mam wrażenie, że ktoś sobie myśli "hmm...i co to ma być?". Zdjęcia jednak wysyłać trzeba, by druga osoba wiedziała, że prace trwają. W końcu to nie tydzień, czy dwa, lecz w tym akurat przypadku prawie trzy miesiące.
Suknia uszyta jest z bawełnianego aksamitu. Materiał piękny, ale dlaczego wszędzie walają się te pypcie? XD Wiecie o co mi chodzi- te odpadające przy krojeniu drobinki i meszek.Ciężko się tego potem pozbyć.
Z sukni jestem zadowolona. Cieszę się, że mogłam nad nią pracować. Cieszę się także, że już ją skończyłam. :)
Dla siebie uszyłam spodnie, ale nie są warte tego, by poświęcać im post. Taka wzmianka, by było wiadomo, że nie tylko lalki mają nowe ciuchy ^^